Wieża w Smoleńsku, które jest lotniskiem pół wojskowym, pół cywilnym, nie ma prawa nakazywać niczego samolotom cywilnym, a jako taki lot traktowano podróż prezydenta. - Może im tylko coś sugerować - mówi gen. Aleksander Aloszyn, wiceszef sztabu sił powietrznych Rosji. Dlatego kontrolerzy pogodzili się z decyzją polskich pilotów, choć pół godziny przed katastrofą odesłali do Moskwy wojskowego Iła-96 wiozącego do Katynia funkcjonariuszy rosyjskiej Federalnej Służby Ochrony (odpowiednik BOR).